Temu i Shein kontra polski e-commerce. Niska cena, wielka skala i pytanie, kto naprawdę płaci rachunek
Jeszcze kilka lat temu zakupy z Chin kojarzyły się z czekaniem, ryzykiem i stronami, które wyglądały jak internetowy bazar. Dziś Temu i Shein są w telefonach milionów Europejczyków. Obiecują bardzo niskie ceny, ciągłe promocje i dostawę, która często wygląda na darmową.
Dla klientów to wygodne. Dla polskich sklepów internetowych — coraz większy problem. Nie chodzi tylko o to, że ktoś sprzedaje taniej. Chodzi o cały model: masowe przesyłki poniżej progu celnego, platformy spoza UE, trudniejszą kontrolę produktów, agresywną mechanikę promocji i pytanie, czy wszyscy uczestnicy rynku grają według tych samych zasad.
Sprawa nie jest jednak tak prosta jak hasło: „Chińskie platformy niszczą polski handel”. To częściowo fakt, częściowo biznesowa diagnoza, częściowo polityczny skrót. Dlatego rozkładamy temat na czynniki pierwsze.
Najkrócej
- Temu i Shein konkurują z europejskimi sklepami głównie ceną, skalą, algorytmiczną sprzedażą i ogromnym napływem tanich paczek spoza UE.
- W 2024 roku do Unii trafiło ok. 4,6 mld przesyłek o wartości do 150 euro, czyli ok. 12 mln dziennie; Komisja Europejska wskazuje, że to dwa razy więcej niż rok wcześniej.
- Obecny system zwolnienia z ceł dla przesyłek do 150 euro Komisja uznała za źródło nierównej konkurencji; UE zapowiedziała usunięcie tego progu w 2026 roku.
- UOKiK postawił Temu zarzuty dotyczące m.in. niejasnej informacji o sprzedawcy oraz prezentowania cen promocyjnych. To zarzuty, nie prawomocne rozstrzygnięcie, chyba że w konkretnej sprawie zapadła już decyzja.
- Komisja Europejska prowadziła i prowadzi postępowania wobec Temu i Shein na gruncie Aktu o usługach cyfrowych, m.in. w sprawach nielegalnych produktów, przejrzystości rekomendacji i mechanik angażujących użytkowników.
- Nie ma jednego dowodu, że Temu i Shein „niszczą” cały polski e-commerce. Jest za to mocny zestaw danych i postępowań pokazujących, że ich model wywiera presję na ceny, marże, logistykę, standardy kontroli i regulacje.
- Największy problem nie polega na tym, że ktoś potrafi sprzedawać tanio. Problem zaczyna się wtedy, gdy taniość wynika z przewag regulacyjnych, trudniejszej kontroli i przerzucania kosztów na państwo, konsumentów, środowisko albo lokalnych sprzedawców.
To nie są zwykłe sklepy, tylko maszyny do sprzedaży
Temu i Shein nie są po prostu kolejnymi sklepami internetowymi, które sprzedają taniej niż konkurencja. To platformy zaprojektowane jak bardzo szybkie, bardzo agresywne i bardzo skuteczne maszyny do zamieniania uwagi użytkownika w zamówienia.
Klient nie wchodzi tam tylko po konkretną rzecz. Wchodzi w środowisko, które natychmiast zaczyna podsuwać kolejne produkty: etui, sukienkę, lampkę, organizer, kabel, bluzę, zabawkę, gadżet do kuchni. Wszystko za kilka, kilkanaście albo kilkadziesiąt złotych. Często z informacją o promocji. Często z zegarem. Często z komunikatem, że coś zaraz zniknie, że to specjalna oferta, że właśnie teraz można „zaoszczędzić”.
To jest zasadnicza różnica między klasycznym sklepem internetowym a nowymi platformami cross-border. Polski sklep najczęściej konkuruje ofertą, obsługą, dostępnością, szybką dostawą, marką, czasem specjalizacją. Temu i Shein konkurują także emocją: poczuciem okazji, grą, natychmiastową gratyfikacją i wrażeniem, że ryzyko jest niewielkie, bo cena pojedynczego produktu jest bardzo niska.
Z perspektywy klienta brzmi to świetnie. Skoro można kupić taniej, dlaczego nie kupić taniej? Tyle że w handlu cena rzadko jest oderwana od reszty. Za niską ceną stoi łańcuch dostaw, sposób odprawy, odpowiedzialność za produkt, podatki, logistyka, obsługa zwrotów, standardy bezpieczeństwa i koszty, których nie zawsze widać w koszyku.
Dlatego pytanie nie brzmi tylko: „czy Temu i Shein są tanie?”. Brzmi raczej: „dzięki czemu są tak tanie i czy europejscy oraz polscy sprzedawcy mogą z nimi konkurować na równych zasadach?”.
Na to pytanie coraz częściej odpowiadają nie tylko przedsiębiorcy, ale też regulatorzy. UOKiK, Komisja Europejska, organy ochrony konsumentów, służby celne i organizacje branżowe od miesięcy przyglądają się temu modelowi. I choć nie wszystkie zarzuty zostały prawomocnie potwierdzone, kierunek zainteresowania jest jasny: tanie platformy z Chin przestały być ciekawostką, a stały się problemem systemowym.
Skąd bierze się przewaga cenowa Temu i Shein
Najprostsza odpowiedź brzmi: z Chin, skali i niskich kosztów. Ale to za mało.
Temu i Shein działają w modelu, który łączy kilka przewag naraz. Po pierwsze, mają dostęp do ogromnej bazy producentów i dostawców. Po drugie, operują na wielkiej skali, co pozwala im testować produkty, ceny i popyt szybciej niż tradycyjny detalista. Po trzecie, sprzedają bezpośrednio do konsumentów w wielu krajach, ograniczając liczbę pośredników. Po czwarte, korzystają z cyfrowej infrastruktury, która pozwala bardzo precyzyjnie podsuwać użytkownikom to, co prawdopodobnie kupią.
Shein zbudował swoją rozpoznawalność przede wszystkim na fast fashion: szybkim projektowaniu, szybkim testowaniu trendów i masowej sprzedaży tanich ubrań. Temu poszło szerzej: od elektroniki i akcesoriów, przez zabawki, dom, ogród, kosmetyczne gadżety, aż po ubrania. W praktyce konkuruje nie tylko z Zalando, H&M czy Reserved, lecz także z drobnymi polskimi sklepami internetowymi, sprzedawcami na Allegro, hurtowniami, sklepami z akcesoriami, elektroniką, zabawkami czy artykułami domowymi.
To ważne, bo polski e-commerce przez lata rozwijał się w oparciu o kilka filarów: lokalną logistykę, szybkie płatności, paczkomaty, marketplace’y i zaufanie do sprzedawców. Polska jest pod tym względem jednym z bardziej dojrzałych rynków w Europie. Według informacji o raporcie Gemius „E-commerce w Polsce 2025” zakupy online są już zachowaniem powszechnym, a większość kupujących korzysta z urządzeń mobilnych.
Temu i Shein weszły więc nie na pusty rynek, lecz na rynek, na którym klienci są już nauczeni kupowania online. Nie musiały budować całej kategorii od zera. Wystarczyło wejść z mocnym komunikatem: będzie taniej, będzie łatwo, będzie dużo.
Dla polskich sklepów to trudna sytuacja. Lokalny sprzedawca musi zwykle spełniać unijne i krajowe wymogi dotyczące oznaczeń, reklamacji, zwrotów, bezpieczeństwa produktu, gospodarki odpadami, VAT, obsługi klienta i dokumentacji. Musi też finansować zapasy, magazyn, pracowników, księgowość, reklamę i logistykę. Jeśli konkuruje z platformą, która wysyła masowo towary bezpośrednio spoza UE, a odpowiedzialność za część obowiązków jest mniej czytelna, przewaga cenowa nie wynika już wyłącznie z lepszej efektywności.
I tu zaczyna się sedno sporu.
Nie da się uczciwie powiedzieć, że każda niska cena na Temu czy Shein jest dowodem nadużycia. Niska cena może wynikać z produkcji na ogromną skalę, krótkiego łańcucha dostaw, niższych kosztów pracy albo strategii zdobywania rynku. Ale nie da się też ignorować faktu, że europejskie instytucje wskazują na ryzyka związane z cłami, bezpieczeństwem produktów, ochroną konsumentów i przejrzystością platform.
Innymi słowy: samo „taniej” nie jest problemem. Problemem może być to, dlaczego i jakim kosztem jest taniej.
Luka 150 euro: mała paczka, duży problem
Najczęściej powtarzany zarzut wobec Temu, Shein i podobnych platform dotyczy tzw. progu 150 euro. W uproszczeniu: przesyłki o wartości do 150 euro wysyłane z państwa trzeciego do konsumenta w Unii Europejskiej były zwolnione z cła, choć podlegały VAT i zgłoszeniom celnym. Komisja Europejska sama wskazała, że obecny model e-commerce sprawił, iż to zwolnienie przestało być uzasadnione i tworzy nierówną konkurencję między bezpośrednim importem małych paczek a tradycyjnym handlem, który importuje towary hurtowo.
Tu trzeba uważać na język. Nie każda paczka do 150 euro oznacza „omijanie prawa”. Zwolnienie z cła było elementem obowiązujących przepisów. Platformy mogły z niego korzystać legalnie. Ale jeżeli cały model sprzedaży zostaje zbudowany wokół masowego dzielenia handlu na miliardy małych przesyłek, regulatorzy zaczynają pytać, czy stare przepisy pasują jeszcze do nowej rzeczywistości.
Skala jest ogromna. Komisja Europejska podała, że w 2024 roku do UE trafiło około 4,6 mld przesyłek o wartości do 150 euro. To około 12 mln paczek dziennie i dwa razy więcej niż rok wcześniej. Komisja łączy ten wzrost z ryzykiem produktów niezgodnych z unijnymi przepisami, nierówną konkurencją wobec sprzedawców działających zgodnie z wymogami UE oraz wpływem masowej wysyłki na środowisko.
To nie jest już marginalny import. To potok towarów, z którym administracja celna i organy nadzoru rynku muszą sobie poradzić każdego dnia. Jeżeli paczek są miliony, kontrola każdej z nich jest nierealna. A skoro kontrola jest ograniczona, rośnie ryzyko, że do obrotu trafiają produkty, które nie spełniają wymogów bezpieczeństwa, są źle oznaczone, mają niepełną dokumentację albo w ogóle nie powinny być sprzedawane w UE.
W polskiej debacie często pada stwierdzenie, że Temu i Shein „obchodzą cła”. To publicystycznie nośne, ale wymaga doprecyzowania. Pewne jest to, że platformy korzystają lub korzystały z modelu, w którym ogromna część sprzedaży mieściła się w progu do 150 euro. Pewne jest też, że Komisja Europejska uznała ten próg za problem dla uczciwej konkurencji i zapowiedziała jego zniesienie. Nie jest natomiast tak, że każda taka przesyłka automatycznie oznacza nielegalne obejście prawa.
Różnica jest istotna. Co innego korzystanie z luki albo przewagi regulacyjnej, a co innego oszustwo celne. O oszustwie można mówić wtedy, gdy wartość towaru jest zaniżana, deklaracja jest fałszywa albo przesyłki są sztucznie dzielone wbrew przepisom. Takie ryzyka są przedmiotem zainteresowania organów, ale w odniesieniu do konkretnych platform i konkretnych przypadków trzeba opierać się na ustaleniach urzędów, a nie na domysłach.
Unia Europejska idzie jednak w stronę systemowej zmiany. Komisja i Rada zapowiedziały prace nad rozwiązaniem, które pozwoli pobierać cła od paczek e-commerce możliwie wcześnie w 2026 roku, przed pełnym uruchomieniem nowych narzędzi celnych planowanych na 2028 rok. Usunięcie progu 150 euro ma wyrównać warunki między bezpośrednimi małymi przesyłkami a tradycyjnym handlem.
Dla klienta może to oznaczać wyższe ceny części produktów. Dla polskich sprzedawców — przynajmniej częściowe ograniczenie przewagi cenowej platform spoza UE. Dla państwa — większe wpływy i większą kontrolę. Dla platform — konieczność przystosowania modelu biznesowego.
Nie będzie to jednak magiczny przycisk, który „naprawi” e-commerce. Jeżeli Temu i Shein mają przewagi także w produkcji, danych, reklamie, rekomendacjach i skali, samo cło nie sprawi, że przestaną być konkurencyjne. Może za to ograniczyć sytuację, w której lokalny sprzedawca ponosi więcej obowiązków niż globalna platforma wysyłająca drobne paczki z drugiego końca świata.
Co zarzuca Temu UOKiK
W Polsce najważniejszym źródłem informacji o działaniach wobec Temu jest UOKiK. I tu trzeba bardzo precyzyjnie oddzielić fakty od zarzutów.
Faktem jest, że 16 października 2024 roku UOKiK poinformował o zarzutach wobec serwisu Temu w sprawie informacji przekazywanych konsumentom. Urząd wskazał, że za sprzedaż prowadzoną na terenie Polski odpowiada irlandzka spółka Whaleco Technology Limited z siedzibą w Dublinie. Według UOKiK konsumenci mogą nie otrzymywać jasnej informacji, czy kupują od przedsiębiorcy, czy osoby fizycznej, a także jaki jest podział obowiązków między sprzedającym a platformą.
To bardzo praktyczny problem. Klient widzi produkt, cenę, zdjęcie i przycisk zakupu. Ale gdy coś pójdzie nie tak — produkt będzie wadliwy, nie dotrze, będzie niezgodny z opisem albo klient będzie chciał odstąpić od umowy — nagle znaczenia nabiera pytanie: z kim właściwie zawarł umowę? Z platformą? Z zewnętrznym sprzedawcą? Z przedsiębiorcą? Z osobą fizyczną? Gdzie kierować reklamację? Do kogo zwrócić towar?
UOKiK wskazał też, że wątpliwości budzi sposób prezentowania danych sprzedawców: informacje mogą nie być łatwe do znalezienia, wymagają kilku kliknięć, a część treści może być przedstawiona w języku chińskim. Urząd zakwestionował również oznaczenie przycisku finalizacji zamówienia — według UOKiK sformułowanie „Złóż zamówienie” może być niewystarczające, bo przepisy wymagają jednoznacznego wskazania, że zamówienie wiąże się z obowiązkiem zapłaty.
To są zarzuty. Jeżeli się potwierdzą, spółce grozi kara do 10 proc. obrotu za każdą zakwestionowaną praktykę. Samo postawienie zarzutów nie oznacza jednak jeszcze ostatecznego stwierdzenia naruszenia.
Drugi ważny wątek to promocje. 29 maja 2025 roku UOKiK poinformował, że postawił Temu zarzuty prezentowania cen promocyjnych w sposób sprzeczny z prawem. Chodziło o brak informacji o najniższej cenie z 30 dni przed promocją albo podawanie wartości, która według urzędu mogła nie być prawidłowa.
To sprawa szczególnie ważna, bo Temu i Shein funkcjonują w świecie nieustannych promocji. Klient bardzo często nie porównuje realnych cen rynkowych, tylko reaguje na komunikat: „taniej”, „promocja”, „okazja”, „zaoszczędź”. Unijna dyrektywa Omnibus miała ograniczyć fikcyjne promocje, czyli sytuacje, w których sklep pokazuje efektowną obniżkę, ale punkt odniesienia jest niejasny albo sztucznie zawyżony.
UOKiK podał przykłady, w których — według ustaleń urzędu — cena promocyjna produktu zmieniała się w kolejnych dniach, ale prezentowana „najniższa cena z 30 dni przed obniżką” pozostawała taka sama. Urząd wskazał m.in. zestaw balonów i rzutnik LCD.
Z punktu widzenia klienta może to brzmieć technicznie, ale sens jest prosty: jeśli sklep pokazuje promocję, konsument ma wiedzieć, od czego realnie liczona jest obniżka. Bez tego łatwo stworzyć wrażenie okazji, której wcale nie ma.
W tym miejscu warto dopisać jeszcze jedną ważną rzecz: UOKiK nie zajmuje się wyłącznie Temu. Urząd monitoruje sposób prezentowania promocji w wielu sklepach i platformach. To oznacza, że problem nie jest „chiński” sam w sobie. Problemem jest konkretna praktyka rynkowa. Temu jest jednak szczególnie widoczne ze względu na skalę, tempo wzrostu i model sprzedaży.
Dlaczego Komisja Europejska interesuje się Temu i Shein
Sprawa nie kończy się w Polsce. Temu i Shein są pod lupą także na poziomie Unii Europejskiej.
Komisja Europejska 31 października 2024 roku wszczęła formalne postępowanie wobec Temu na gruncie Aktu o usługach cyfrowych, czyli DSA. Zakres postępowania obejmuje m.in. sprzedaż nielegalnych produktów, potencjalnie uzależniający projekt usługi, systemy rekomendowania zakupów oraz dostęp do danych dla badaczy.
To nie jest drobna sprawa o regulamin. DSA nakłada na bardzo duże platformy obowiązki dotyczące oceny ryzyka, moderacji treści i produktów, przejrzystości algorytmów oraz ochrony użytkowników. W handlu internetowym „treścią” może być także oferta produktu, a problemem — nielegalny lub niebezpieczny towar.
28 lipca 2025 roku Komisja poinformowała o wstępnych ustaleniach wobec Temu. Według Komisji platforma mogła naruszyć obowiązek prawidłowej oceny ryzyka rozpowszechniania nielegalnych produktów. Komisja wskazała, że analiza typu mystery shopping wykazała wysokie ryzyko, iż konsumenci w UE natrafią na produkty niezgodne z wymogami, np. zabawki dla dzieci i drobną elektronikę.
Tu również trzeba zachować precyzję: „wstępne ustalenia” nie są jeszcze końcową decyzją i sankcją. Są jednak mocnym sygnałem, że Komisja nie traktuje problemu jako wyłącznie teoretycznego.
Shein także znalazł się pod presją. 17 lutego 2026 roku Komisja Europejska poinformowała o formalnym postępowaniu wobec Shein w ramach DSA. Chodzi m.in. o potencjalnie uzależniający design, brak przejrzystości systemów rekomendacji oraz sprzedaż nielegalnych produktów. Komisja wskazała wprost, że bada systemy Shein służące ograniczaniu sprzedaży nielegalnych produktów w UE, ryzyka związane z punktami i nagrodami za zaangażowanie oraz przejrzystość rekomendacji.
To pokazuje, że regulatorzy patrzą na Temu i Shein szerzej niż tylko przez cło. Problemem jest cały ekosystem: od tego, jakie produkty trafiają na platformę, przez to, jak są promowane, aż po to, jak algorytm prowadzi użytkownika do zakupu.
W tle jest jeszcze bezpieczeństwo produktów. Federacja Konsumentów opublikowała w 2025 roku raport z badania odzieży, akcesoriów i obuwia kupionych na Temu i Shein. Według opisu raportu badanie wybranych losowo produktów wykazało w ponad połowie z nich obecność niebezpiecznych związków i pierwiastków chemicznych w niepokojących stężeniach.
To źródło trzeba czytać ostrożnie. Nie oznacza ono, że każdy produkt z Temu i Shein jest niebezpieczny. Nie oznacza też automatycznie, że obie platformy systemowo sprzedają wyłącznie wadliwe towary. Oznacza natomiast, że niezależne badanie konsumenckie wykazało poważne ryzyka w badanej próbie. Dla regulatorów i konsumentów to wystarczający powód, żeby pytać o skuteczność kontroli.
Ten element bywa w debacie pomijany, bo najłatwiej rozmawiać o cenie. Ale dla europejskiego handlu kluczowe jest też to, że lokalny sprzedawca musi zwykle przejść przez określone wymogi bezpieczeństwa, oznaczeń, instrukcji, odpowiedzialności i kontroli. Jeżeli platforma spoza UE wprowadza na rynek ogromną liczbę produktów, których kontrola jest trudniejsza, nierówność nie polega tylko na cenie. Polega też na koszcie zgodności z prawem.
Czy chińskie platformy naprawdę niszczą polski e-commerce?
Sformułowanie „niszczą polski e-commerce” jest mocne. Dobrze działa w tytule debaty, ale jako diagnoza wymaga rozbrojenia.
Nie ma jednego oficjalnego raportu, który pozwalałby powiedzieć: Temu i Shein zniszczyły polski e-commerce. Polski rynek zakupów online nadal działa, rozwija się i ma silnych graczy. Allegro, sklepy specjalistyczne, marki modowe, apteki internetowe, księgarnie, elektronika, marketplace’y, D2C — to wszystko nie zniknęło.
Ale jest druga strona. Temu i Shein realnie zmieniają warunki gry.
Po pierwsze, obniżają oczekiwania cenowe klientów. Jeżeli ktoś widzi kabel, organizer, bluzkę albo lampkę za kilka złotych, zaczyna inaczej oceniać ceny w polskim sklepie. Nie zawsze wie, że lokalna cena zawiera inne koszty: magazyn w Polsce, szybszą dostawę, obsługę reklamacji, obowiązki środowiskowe, podatki, pracowników, zgodność z regulacjami.
Po drugie, przyzwyczajają do „promocji permanentnej”. W takim świecie cena regularna traci znaczenie, bo wszystko wygląda jak okazja. To naciska na polskie sklepy, które też zaczynają częściej grać promocjami, kodami, rabatami i presją czasu. Efekt jest taki, że cały rynek uczy klienta: nie kupuj normalnie, czekaj na zniżkę.
Po trzecie, zwiększają koszty reklamy i pozyskania klienta. Platformy o ogromnych budżetach marketingowych mogą wykupywać widoczność w wyszukiwarkach, mediach społecznościowych i aplikacjach. Mały polski sklep nie konkuruje wtedy tylko z sąsiednim sklepem, lecz z globalnym graczem, który może przez długi czas finansować wzrost, nawet kosztem marży.
Po czwarte, przesuwają konkurencję z poziomu sklepu na poziom infrastruktury. Lokalny przedsiębiorca myśli kategoriami: produkt, cena, reklama, magazyn, obsługa. Platforma myśli kategoriami: dane, algorytm, retencja, dostawcy, automatyzacja, testowanie popytu, logistyka transgraniczna. To zupełnie inna waga.
Po piąte, korzystają z efektu skali paczek. Komisja Europejska nie bez powodu mówi o miliardach przesyłek i potrzebie reformy celnej. Gdy do UE trafia codziennie 12 mln tanich paczek, nie jest to już prywatna sprawa klienta, który zamówił gadżet. To obciążenie dla systemu kontroli, logistyki, środowiska i administracji.
Czy to „niszczenie”? W sensie dosłownym — za mocne. W sensie rynkowym — presja jest realna. Lepsze określenie brzmi: Temu i Shein nie niszczą polskiego e-commerce jednym ruchem, ale wypychają go w stronę coraz trudniejszej konkurencji cenowej, w której lokalni sprzedawcy często ponoszą więcej obowiązków niż globalna platforma.
Szczególnie narażone są sklepy sprzedające produkty łatwe do skopiowania i porównania: tanie akcesoria, odzież bez silnej marki, gadżety, proste produkty domowe, drobną elektronikę, zabawki, ozdoby, produkty sezonowe. Jeżeli jedyną przewagą sklepu była dotąd marża na imporcie z Chin i sprzedaż w Polsce, Temu i Shein uderzają prosto w ten model. Klient może bowiem kupić podobny towar bezpośrednio z platformy, często taniej.
Mniej zagrożone są firmy, które mają własną markę, jakość, doradztwo, serwis, szybkie dostawy, produkty lokalne, personalizację albo społeczność wokół marki. Ale nawet one muszą konkurować o uwagę klienta, a ta jest coraz droższa.
W tym sensie Temu i Shein są dla polskiego e-commerce testem dojrzałości. Pokazują, które sklepy naprawdę mają przewagę, a które żyły z prostego pośrednictwa. Ale pokazują też coś mniej wygodnego: że globalna platforma może wejść na europejski rynek szybciej, niż regulatorzy są w stanie dostosować przepisy.
Co może się teraz zmienić
Najważniejsza zmiana jest już na stole: koniec zwolnienia z cła dla przesyłek do 150 euro. Komisja Europejska wskazuje, że zwolnienie nie pasuje do obecnego modelu e-commerce i tworzy nierówną konkurencję. Zniesienie progu ma wyrównać warunki między bezpośrednim importem małych paczek a handlem tradycyjnym.
Dla Temu, Shein i podobnych platform to poważny sygnał. Ich ceny nie muszą nagle zrównać się z europejskimi, ale część przewagi może stopnieć. Jeżeli każda paczka będzie obciążona dodatkowymi kosztami, mniej opłacalne stanie się wysyłanie ogromnej liczby bardzo tanich produktów pojedynczo. Możliwe, że platformy będą mocniej rozwijać magazyny w Europie, zmienią strukturę cen, ograniczą część asortymentu albo przerzucą część kosztów na klientów.
Druga zmiana dotyczy egzekwowania DSA. Jeżeli Komisja Europejska doprowadzi postępowania do końca i nakaże konkretne działania, platformy będą musiały lepiej kontrolować sprzedawców, nielegalne produkty, systemy rekomendacji i mechaniki angażowania użytkowników. W skrajnym przypadku DSA pozwala na bardzo wysokie kary, ale ważniejsze od samej kary może być wymuszenie zmiany praktyk.
Trzecia zmiana to presja krajowych organów ochrony konsumentów. W Polsce UOKiK już pokazał, że będzie patrzył na informacje o sprzedawcy, przyciski zakupowe i promocje. Dla platform oznacza to konieczność lokalnego dostosowania interfejsu i komunikacji. Dla konsumentów — większą szansę, że będą wiedzieli, od kogo kupują i czy promocja naprawdę jest promocją.
Czwarta zmiana jest po stronie samych sklepów. Polski e-commerce nie wygra z Temu i Shein, próbując być gorszą kopią Temu i Shein. Nie da się w nieskończoność konkurować z globalną platformą wyłącznie ceną, jeśli nie ma się jej skali, dostępu do danych i struktury kosztów. Lokalni sprzedawcy będą musieli mocniej stawiać na to, czego platformy masowej taniości nie dają tak łatwo: zaufanie, serwis, szybki kontakt, sprawdzone produkty, jakość, gwarancję, specjalizację, odpowiedzialność i doświadczenie zakupowe bez chaosu.
To brzmi jak banał, ale w praktyce może być różnicą między przetrwaniem a zniknięciem. Jeżeli sklep sprzedaje dokładnie to samo, co można znaleźć na Temu, tylko drożej, jego sytuacja będzie coraz trudniejsza. Jeżeli sprzedaje coś sprawdzonego, opisuje to uczciwie, bierze odpowiedzialność i daje klientowi realną wartość, ma argumenty, których sama niska cena nie kasuje.
Na końcu zostaje pytanie o konsumenta. Czy klient powinien przestać kupować na Temu i Shein? To zbyt prosta odpowiedź. Klient ma prawo szukać niższej ceny. Ale powinien wiedzieć, że niska cena nie jest neutralna. Warto sprawdzać, kto sprzedaje produkt, jakie są zasady zwrotu, czy produkt ma wymagane oznaczenia, czy promocja jest rzeczywista i czy zakup rzeczy za kilka złotych naprawdę jest potrzebny.
Bo Temu i Shein nie wygrały tylko ceną. Wygrały także tym, że zamieniły zakupy w niekończący się strumień małych impulsów. Prawdziwa konkurencja dla polskiego e-commerce zaczyna się więc nie tylko w urzędach celnych i regulaminach platform. Zaczyna się w głowie klienta, który ma poczuć, że każda okazja jest zbyt dobra, żeby ją przepuścić.
I właśnie dlatego ta sprawa jest większa niż spór o cło. To opowieść o tym, jak globalne platformy testują granice europejskiego rynku: prawne, logistyczne, konsumenckie i psychologiczne. Polska jest w tej historii nie wyjątkiem, lecz jednym z rynków, na których najlepiej widać, jak szybko nowy model potrafi wejść w codzienne zakupy.
Temu i Shein nie muszą „zniszczyć” polskiego e-commerce, żeby go głęboko zmienić. Wystarczy, że zmuszą wszystkich do gry, w której cena jest coraz niższa, tempo coraz szybsze, a odpowiedzialność coraz trudniejsza do uchwycenia.
Źródła
- UOKiK — „Kto sprzedaje na platformie Temu?”
- https://uokik.gov.pl/kto-sprzedaje-na-platformie-temu
- UOKiK — „Tajemnicze i zwodnicze promocje na Temu?”
- https://uokik.gov.pl/tajemnicze-i-zwodnicze-promocje-na-temu
- Komisja Europejska — „Tackling challenges with e-commerce imports”
- https://commission.europa.eu/news-and-media/news/tackling-challenges-e-commerce-imports-2025-02-05_en
- Komisja Europejska / DG TAXUD — „E-commerce: 150 EUR customs duty exemption threshold to be removed as of 2026”
- https://taxation-customs.ec.europa.eu/news/e-commerce-150-eur-customs-duty-exemption-threshold-be-removed-2026-2025-11-13_en
- Komisja Europejska — „Commission opens formal proceedings against Temu under the Digital Services Act”
- https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/news/commission-opens-formal-proceedings-against-temu-under-digital-services-act
- Komisja Europejska — „Commission preliminarily finds Temu in breach of the Digital Services Act in relation to illegal products on its platform”
- https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/news/commission-preliminarily-finds-temu-breach-digital-services-act-relation-illegal-products-its
- Komisja Europejska — „Commission launches investigation into Shein under the Digital Services Act”
- https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/news/commission-launches-investigation-shein-under-digital-services-act
- Federacja Konsumentów — „Zagrożenie dla konsumentów i rynku. Raport z badania odzieży, akcesoriów i obuwia kupionych na platformach TEMU i SHEIN”
- https://www.federacja-konsumentow.org.pl/p,1888,b04df,raport-z-badaniafk07042025-002.pdf
- Gemius — „Raport E-commerce w Polsce 2025 jest już dostępny”
- https://gemius.com/pl/news/raport-e-commerce-w-polsce-2025-jest-juz-dostepny/
- Wiadomości Handlowe — „Jak Shein i Temu obchodzą unijne cła i niszczą europejski handel”
- https://www.wiadomoscihandlowe.pl/e-commerce/jak-shein-i-temu-obchodza-unijne-cla-i-niszcza-europejski-handel-2491100
