Zondacrypto, KNF i afery giełd kryptowalutowych. O co tu właściwie chodzi?
Zondacrypto to marka, która dla wielu polskich użytkowników była synonimem „lokalnej” giełdy kryptowalut. Wcześniej działała jako BitBay, później przeniosła działalność za granicę, zmieniła nazwę i budowała wizerunek dużego europejskiego gracza. Dziś wokół niej narosły pytania o wypłaty, rezerwy, odpowiedzialność dawnych i obecnych władz oraz realną ochronę klientów.
Sprawa jest głośna także dlatego, że dotyka szerszego problemu: przez lata rynek kryptowalut rozwijał się szybciej niż przepisy. KNF ostrzegał przed ryzykiem, ale nie był klasycznym nadzorcą giełd krypto. Unijne MiCA ma to uporządkować, lecz okres przejściowy zostawił klientów w trudnym miejscu. Wyjaśniamy, co wiadomo na pewno, co jest tylko zarzutem i dlaczego lista ostrzeżeń KNF nie mówi wszystkiego.
Najkrócej
- Prokuratura Regionalna w Katowicach poinformowała o śledztwie dotyczącym Zondacrypto. Według komunikatu badane mają być m.in. powstanie i funkcjonowanie podmiotu oraz obrót środkami finansowymi, a zgłaszana szkoda wynosi obecnie nie mniej niż 350 mln zł.
- Zondacrypto jako taka nie figuruje w publicznie dostępnej liście ostrzeżeń KNF pod nazwą „Zonda” lub „Zondacrypto”. Na liście znajduje się natomiast BitBay sp. z o.o., z wpisem dotyczącym art. 150 ust. 1 ustawy o usługach płatniczych; postępowanie w tej sprawie zostało prawomocnie umorzone.
- Dawny spór KNF z BitBayem dotyczył nie tyle „kryptowalut jako takich”, ile pytania, czy spółka świadczyła usługi płatnicze bez wymaganego zezwolenia.
- Zondacrypto w swoim oświadczeniu podkreśla, że media mylą lub upraszczają wątek listy KNF i że wpis dotyczący BitBay zakończył się prawomocnym umorzeniem.
- MiCA wprowadza unijne ramy dla rynku krypto, ale KNF sam ostrzega, że regulacja nie usuwa wszystkich ryzyk, a poziom ochrony inwestora nadal jest niższy niż na tradycyjnym rynku finansowym.
- Wątek 4,5 tys. BTC, zimnego portfela i dostępu do środków jest jednym z najbardziej wrażliwych elementów sprawy. Część informacji pochodzi z mediów i wypowiedzi stron, dlatego wymaga dalszej weryfikacji przez śledczych.
Zondacrypto, czyli dawne BitBay. Dlaczego ta nazwa wraca?
Zondacrypto nie pojawiło się w polskim internecie znikąd. Dla wielu osób, które wchodziły w kryptowaluty kilka lat temu, ta historia zaczęła się od BitBaya — jednej z najbardziej rozpoznawalnych giełd kryptowalutowych kojarzonych z Polską. Marka rosła razem z rynkiem: najpierw niszowym, później coraz bardziej masowym, a w końcu wspieranym przez reklamy, sponsoring sportowy i opowieść o nowoczesnych finansach.
Problem w tym, że kryptowaluty od początku rozwijały się w szarej strefie między technologią, inwestowaniem, płatnościami i spekulacją. Dla użytkownika wyglądało to często prosto: wpłacam złotówki, kupuję bitcoina, trzymam środki na giełdzie, potem wypłacam. Dla regulatora sprawa była dużo bardziej skomplikowana. Czy giełda tylko kojarzy kupujących ze sprzedającymi? Czy przechowuje środki klientów? Czy świadczy usługę płatniczą? Czy powinna mieć licencję? Czy klient wie, że nie ma ochrony porównywalnej z bankiem?
To napięcie wraca dziś przy Zondacrypto. W najnowszym komunikacie Prokuratura Regionalna w Katowicach poinformowała, że do jednostki trafiają zawiadomienia pokrzywdzonych z całego kraju, a wysokość szkody „ulega zmianie” i obecnie wynosi nie mniej niż 350 mln zł. Prokuratura podała też, że w śledztwie badane będą informacje dotyczące powstania i funkcjonowania Zondacrypto oraz obrotu środkami finansowymi przez ten podmiot. Postępowanie powierzono Zarządowi we Wrocławiu Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.
To są fakty na poziomie oficjalnego komunikatu. Reszta wymaga ostrożności.
W przestrzeni publicznej pojawiają się bowiem jednocześnie trzy warstwy tej historii. Pierwsza to dawna sprawa BitBaya i wpisu na listę ostrzeżeń KNF. Druga to aktualne śledztwo dotyczące Zondacrypto. Trzecia to szersza debata o tym, czy polscy klienci giełd kryptowalutowych naprawdę rozumieli, że powierzają pieniądze podmiotom działającym poza ochroną znaną z banków i tradycyjnych instytucji finansowych.
Te warstwy łatwo ze sobą pomylić. A w tej sprawie pomyłki mają znaczenie.
Co naprawdę jest na liście ostrzeżeń KNF?
Najpierw lista ostrzeżeń KNF, bo to ona najczęściej pojawia się w emocjonalnych skrótach. Taka lista nie jest rankingiem „złych firm” ani automatycznym wyrokiem. KNF wyjaśnia, że publikuje tam informacje m.in. o złożonych przez Komisję zawiadomieniach o podejrzeniu popełnienia przestępstwa oraz o określonych postępowaniach karnych, w których przewodniczący KNF skorzystał z uprawnienia pokrzywdzonego.
To ważne: wpis oznacza, że nadzór dostrzegł ryzyko naruszenia przepisów i zawiadomił organy ścigania albo przystąpił do sprawy. Nie oznacza automatycznie, że sąd stwierdził winę. Nie oznacza też, że każdy późniejszy problem danej marki jest prostym ciągiem dalszym tamtej sprawy.
W publicznej liście KNF nie widać wpisu pod nazwą „Zonda” lub „Zondacrypto”. Widać natomiast wpis dotyczący BitBay sp. z o.o. z siedzibą w Katowicach. Wpis znajduje się w części dotyczącej podejrzeń z art. 150 i art. 151 ustawy o usługach płatniczych, czyli nieuprawnionej działalności w zakresie świadczenia usług płatniczych lub wydawania pieniądza elektronicznego. Przy BitBayu KNF wskazuje Prokuraturę Okręgową w Katowicach, zawiadomienie z art. 150 ust. 1 ustawy o usługach płatniczych oraz informację, że 12 maja 2023 r. uprawomocniło się postanowienie o umorzeniu śledztwa wydane 15 czerwca 2022 r. przez Prokuratora Prokuratury Regionalnej w Katowicach.
To oznacza, że zdanie „Zondacrypto jest na liście ostrzeżeń KNF” jest co najmniej nieprecyzyjne, a w tej formie — według publicznej listy — nie znajduje potwierdzenia. Precyzyjniej byłoby powiedzieć: na liście ostrzeżeń KNF widnieje BitBay sp. z o.o., czyli spółka związana z wcześniejszą historią marki, a postępowanie wskazane przy tym wpisie zostało prawomocnie umorzone.
Sama Zondacrypto w oficjalnym oświadczeniu zwraca uwagę właśnie na ten element. Firma pisze, że media powielają informację, jakoby poprzedni właściciel platformy, BitBay sp. z o.o., „znajdowała się na liście ostrzeżeń KNF”, pomijając — w ocenie spółki — że pozycja w rejestrze wskazuje na prawomocne umorzenie postępowania.
To stanowisko strony. Ale akurat w części dotyczącej samego umorzenia znajduje ono potwierdzenie w publicznej liście KNF. Nie rozstrzyga natomiast innych pytań: o aktualną kondycję Zondacrypto, dostęp do środków, rezerwy, problemy z wypłatami czy odpowiedzialność konkretnych osób. To osobne wątki.
O co chodziło w dawnym sporze BitBay z nadzorem?
Dawny konflikt BitBaya z KNF nie był klasyczną sprawą pod tytułem „czy kryptowaluty są legalne”. Chodziło o coś bardziej technicznego, ale dla rynku bardzo ważnego: czy działalność giełdy w praktyce podpadała pod świadczenie usług płatniczych bez zezwolenia.
W 2018 r. „Puls Biznesu”, którego tekst był później omawiany m.in. przez Onet, pisał, że BitBayowi ciążyły wypowiadane rachunki bankowe i wpis na listę ostrzeżeń publicznych KNF. W artykule wskazywano, że zawiadomienie dotyczyło art. 150 ust. 1 ustawy o usługach płatniczych, czyli nieuprawnionego prowadzenia działalności w zakresie świadczenia usług płatniczych. Cytowany wówczas Sylwester Suszek, prezes BitBaya, oceniał, że firmę „zaszufladkowano razem z przestępcami”, bo polskie prawo nie nadążało za rynkiem.
Później sprawę opisywał szerzej Dziennik Gazeta Prawna i Forsal. Według tych publikacji KNF stał na stanowisku, że BitBay powinien był mieć zezwolenie na świadczenie usług płatniczych jako krajowa instytucja płatnicza. Prokuratura umarzała jednak postępowanie, a w przekazie medialnym pojawił się paradoks: organ nadzoru uważał, że przepisy zostały naruszone, ale śledczy nie doprowadzili sprawy do karnego finału.
To nie jest detal historyczny. Ten spór pokazuje, jak państwo przez lata próbowało dopasować stare pojęcia do nowego rynku. Giełdy kryptowalutowe nie były bankami, ale przyjmowały środki klientów. Nie były klasycznymi domami maklerskimi, ale umożliwiały handel aktywami, których cena potrafiła zmieniać się o kilkanaście procent w ciągu doby. Nie były zwykłymi kantorami, bo dochodziła technologia portfeli, kluczy prywatnych, blockchaina i przechowywania aktywów cyfrowych.
Rynek rósł szybciej niż słownik prawny. A kiedy prawo nie ma dobrego języka, zaczyna łatać rzeczywistość przepisami z sąsiednich obszarów.
Właśnie dlatego wpis BitBaya na liście KNF był tak mocnym sygnałem dla banków, kontrahentów i klientów. Nawet jeśli postępowanie finalnie umorzono, sama obecność na liście ostrzeżeń mogła utrudniać działalność. Dla branży był to dowód, że bez dedykowanych regulacji giełdy krypto będą żyły między presją nadzoru, niechęcią banków i oczekiwaniami klientów, którzy chcą prostego dostępu do rynku.
Nowe śledztwo: fakty, zarzuty i rzeczy niepotwierdzone
Aktualna sprawa Zondacrypto jest czymś innym niż historyczny wpis BitBaya. Według Prokuratury Regionalnej w Katowicach śledztwo dotyczy działalności Zondacrypto, a do prokuratury trafiają zawiadomienia pokrzywdzonych z całego kraju. Oficjalnie wskazywana wysokość szkody to „nie mniej niż 350 mln zł”, przy zastrzeżeniu, że ta kwota się zmienia.
Media, m.in. RMF FM, opisywały sprawę jako postępowanie prowadzone pod kątem oszustw znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy. RMF podawał też, że podstawą wszczęcia śledztwa były zawiadomienia pokrzywdzonych oraz doniesienia medialne o problemach związanych z wypłatą środków z Zondacrypto.
Na tym etapie trzeba jednak bardzo wyraźnie oddzielić język śledztwa od języka wyroku. „Badane będą”, „podejrzenie”, „zawiadomienia”, „doniesienia” — to nie są słowa przypadkowe. Nie ma publicznego, prawomocnego rozstrzygnięcia sądu, które przesądzałoby odpowiedzialność karną konkretnych osób w aktualnej sprawie Zondacrypto. Są za to zgłoszenia klientów, komunikaty prokuratury, publikacje medialne, oświadczenia spółki i narastające pytania.
Najbardziej wrażliwy jest wątek rezerw i portfeli kryptowalutowych. W mediach pojawiły się informacje o problemach z wypłatami oraz o portfelu zawierającym około 4,5 tys. BTC. Interia pisała, że według przekazów organów ścigania właściciel giełdy miał przyznać, iż nie posiada dostępu do tzw. zimnego portfela z 4,5 tys. BTC, a informacja ta miała zostać zatajana przed klientami. Cointelegraph opisywał z kolei, że prezes Zondy ujawnił adres portfela z 4 503 BTC, wskazując jednocześnie, że klucze prywatne nie zostały przekazane od byłego prezesa.
To są bardzo poważne informacje, ale dla rzetelnego tekstu trzeba je oznaczyć jako nie w pełni zweryfikowane publicznie w sensie procesowym. Można potwierdzić, że taki wątek istnieje w debacie i że opisują go media. Można wskazać, że ma znaczenie dla oceny wypłacalności i bezpieczeństwa klientów. Nie można jednak na tej podstawie samodzielnie przesądzać, kto, kiedy i z jaką intencją działał bezprawnie.
Równie ostrożnie trzeba podchodzić do medialnych analiz blockchainowych. Money.pl i Wirtualna Polska informowały o analizie firmy Recoveris, według której średni miesięczny stan BTC na portfelach Zondacrypto miał spaść z około 55,7 BTC w sierpniu 2024 r. do 0,18 BTC w marcu 2026 r., czyli o 99,7 proc. Jednocześnie prezes Zondy miał twierdzić, że saldo bitcoinowego portfela 1 kwietnia wynosiło ponad 4,5 tys. BTC.
Tu problem polega na tym, że blockchain jest publiczny, ale interpretacja adresów już nie zawsze. Sam adres portfela można sprawdzić. Trudniej bez dostępu do pełnej dokumentacji przesądzić, czy dany portfel był rezerwą giełdy, depozytem klientów, aktywem historycznym, środkiem niedostępnym operacyjnie czy elementem sporu między dawnymi i obecnymi władzami. Właśnie dlatego ten wątek powinien rozstrzygać nie Twitter, tylko śledztwo, biegli i dokumenty.
Dlaczego klienci giełd krypto są słabiej chronieni niż klienci banków?
Największe nieporozumienie wokół giełd kryptowalutowych bierze się z interfejsu. Aplikacja wygląda jak bank. Saldo wygląda jak rachunek. Wypłata wygląda jak przelew. Marka sponsoruje sport, ma obsługę klienta, regulaminy, logotypy, czasem europejskie rejestracje. Użytkownik widzi znajome rytuały świata finansów.
Ale pod spodem ochrona jest zupełnie inna.
Klient banku ma rachunek w instytucji objętej nadzorem, wymogami kapitałowymi i systemem gwarantowania depozytów. Klient domu maklerskiego działa w środowisku regulowanym przez przepisy rynku kapitałowego. Klient giełdy kryptowalutowej przez lata często miał przede wszystkim roszczenie wobec prywatnej spółki, której model działania, miejsce rejestracji i zakres nadzoru były dla przeciętnego użytkownika trudne do oceny.
KNF od dawna ostrzegał, że kryptoaktywa wiążą się z wysoką zmiennością, spekulacyjnym charakterem, brakiem jednoznacznej wartości ekonomicznej, ryzykiem operacyjnym utraty dostępu do środków i bardzo wysokim ryzykiem nadużyć. W komunikacie dotyczącym MiCA urząd podkreśla też, że zaangażowanie osób powszechnie znanych może tworzyć niebezpieczne zaufanie do informacji bez rzetelnego sprawdzenia.
To ostatnie jest szczególnie ważne. Kryptowaluty przeszły drogę od niszowych forów do reklam, sponsoringu sportowego i mainstreamowych mediów. Dla wielu klientów znak rozpoznawalnej marki lub obecność w sporcie działały jak pieczęć wiarygodności. Tyle że sponsoring nie jest audytem. Reklama nie jest gwarancją depozytu. A licencja lub rejestracja w jednym państwie nie zawsze oznacza ochronę porównywalną z bankową.
W przypadku giełd krypto kluczowe pytania są inne niż przy zwykłym rachunku: kto kontroluje klucze prywatne? Czy środki klientów są oddzielone od środków firmy? Czy giełda ma proof of reserves i czy jest on niezależnie weryfikowany? Czy aktywa są przechowywane w cold walletach? Kto ma dostęp do podpisów transakcyjnych? Czy istnieje procedura awaryjna na wypadek śmierci, zaginięcia lub odejścia osoby kontrolującej klucze?
Dla przeciętnego klienta to brzmi technicznie. Dla bezpieczeństwa pieniędzy jest fundamentalne. W świecie krypto „nie mamy dostępu do klucza” może oznaczać coś zupełnie innego niż „chwilowo nie działa przelew”. Może oznaczać, że aktywa istnieją na blockchainie, ale są praktycznie nie do ruszenia. Albo że trwa spór o to, kto ma prawo nimi dysponować. Albo że deklarowana rezerwa nie jest rezerwą operacyjną.
I właśnie dlatego sprawy giełd kryptowalutowych tak często kończą się chaosem informacyjnym. Klient widzi saldo. Firma mówi o portfelach. Media piszą o rezerwach. Śledczy badają przepływy. A regulator tłumaczy, że jego kompetencje nie były takie, jak wyobrażała sobie część rynku.
MiCA miała uporządkować rynek. Dlaczego nadal jest luka?
Unijne rozporządzenie MiCA miało być odpowiedzią na ten chaos. ESMA opisuje MiCA jako regulację ustanawiającą jednolite unijne zasady dla kryptoaktywów, obejmującą m.in. przejrzystość, ujawnianie informacji, autoryzację i nadzór nad transakcjami. Celem jest integralność rynku, stabilność finansowa i lepsze informowanie konsumentów o ryzykach.
KNF w swoim materiale wyjaśnia, że MiCA obejmuje m.in. emisję, ofertę publiczną i obrót wybranych kryptoaktywów oraz działalność dostawców usług w zakresie kryptoaktywów, czyli CASP. Do katalogu usług należą m.in. prowadzenie platformy obrotu kryptoaktywami, przechowywanie i administrowanie kryptoaktywami w imieniu klientów, wymiana kryptoaktywów na środki pieniężne oraz wymiana jednych kryptoaktywów na inne.
Brzmi jak porządek. Ale jest haczyk: okres przejściowy.
UKNF wskazuje, że art. 143 ust. 3 MiCA pozwala określonym podmiotom kontynuować działalność zgodnie z dotychczasowym prawem krajowym do 1 lipca 2026 r., do momentu uzyskania zezwolenia albo do odmowy jego udzielenia — zależnie od tego, co nastąpi wcześniej. Urząd zaznacza też, że w okresie przejściowym takie podmioty działają na podstawie przepisów krajowych, a nie pełnych zasad MiCA.
W praktyce to oznacza, że sama obecność MiCA w unijnym porządku prawnym nie sprawia automatycznie, że każdy klient giełdy krypto dostaje ochronę jak w banku lub domu maklerskim. KNF sam pisał, że nawet do 1 lipca 2026 r. na unijnym rynku mogą działać dostawcy usług krypto bez zezwolenia i potencjalnie niedostosowani do nowych zasad.
Co więcej, UKNF w stanowisku dotyczącym braku wyznaczenia w Polsce organu właściwego dla rynku krypto wskazywał, że do czasu wejścia w życie krajowych przepisów ustanawiających taki organ pojawiają się ograniczenia proceduralne. Po 1 lipca 2026 r., jeśli w Polsce nadal nie będzie wyznaczonego właściwego organu, krajowe podmioty mogą utracić możliwość świadczenia usług na zasadzie okresu przejściowego do czasu uzyskania zezwolenia. Jednocześnie transgraniczna działalność podmiotów z innych państw UE na podstawie MiCA ma być nadal możliwa.
To jest sedno problemu: MiCA buduje ramy, ale nie cofa ryzyk, które powstały wcześniej. Nie przywraca automatycznie utraconych środków. Nie rozwiązuje sporów o klucze prywatne. Nie gwarantuje, że każda giełda miała w przeszłości pełne pokrycie aktywów klientów. Nie sprawia też, że klient zawsze wie, czy korzysta z podmiotu działającego w pełnym reżimie MiCA, w okresie przejściowym, na podstawie zagranicznej licencji, czy w modelu mieszanym.
ESMA ostrzegała dodatkowo, że gdy dostawcy usług krypto oferują jednocześnie usługi regulowane i nieregulowane, może powstawać ryzyko mylenia przez klientów, które usługi faktycznie korzystają z ochrony MiCA. To bardzo praktyczne ostrzeżenie: jedna marka, jedna aplikacja i jeden panel klienta mogą dawać wrażenie jednolitej ochrony, choć prawnie sytuacja bywa bardziej złożona.
Co ta sprawa mówi o całym rynku kryptowalut?
Sprawa Zondacrypto nie jest tylko historią jednej firmy. Jest testem dojrzałości całego rynku, regulatorów, mediów i klientów.
Dla branży to pytanie o wiarygodność. Kryptowaluty od lat przekonują, że są alternatywą dla tradycyjnych finansów, ale gdy pojawia się kryzys, użytkownicy bardzo szybko zaczynają oczekiwać klasycznych instytucji: prokuratury, nadzoru, sądu, zabezpieczenia majątku, informacji dla poszkodowanych. To zrozumiałe. Tyle że część projektów krypto rosła właśnie na opowieści o tym, że państwo i tradycyjny system finansowy są niepotrzebne albo przestarzałe.
Dla państwa to pytanie o tempo regulacji. KNF ostrzegał przed ryzykami, wpisywał niektóre podmioty na listę ostrzeżeń, ale przez lata nie miał prostych narzędzi nadzoru nad giełdami kryptowalutowymi porównywalnych z nadzorem nad bankami. Dziś MiCA ma tę lukę zmniejszyć, ale okres przejściowy pokazuje, że prawo wchodzi wolniej niż kryzysy.
Dla klientów to najtrudniejsza lekcja: saldo w aplikacji nie jest tym samym co pieniądze w banku. „Europejska licencja” nie zawsze znaczy to samo co pełny nadzór ostrożnościowy. Rozpoznawalna marka nie zastępuje audytu. A giełda kryptowalutowa nie powinna być traktowana jak bezpieczny sejf tylko dlatego, że jej panel wygląda profesjonalnie.
Najbardziej uczciwe podsumowanie brzmi dziś tak: o Zondacrypto wiemy wystarczająco dużo, by mówić o poważnym kryzysie zaufania i śledztwie dotyczącym dużej skali szkód. Nie wiemy jeszcze wystarczająco dużo, by przesądzać wszystkie mechanizmy, odpowiedzialność i intencje konkretnych osób. Wiemy też, że dawny wpis BitBaya na liście KNF nie może być mechanicznie przedstawiany jako aktualny wpis Zondacrypto, a prawomocne umorzenie tamtej sprawy jest faktem.
Jednocześnie sam fakt umorzenia historycznego postępowania nie odpowiada na pytania klientów, którzy dziś zgłaszają problemy. Te pytania dotyczą czegoś innego: czy środki były prawidłowo przechowywane, czy rezerwy odpowiadały zobowiązaniom, kto miał dostęp do kluczy, czy klienci byli rzetelnie informowani i czy organy państwa zareagowały wystarczająco szybko.
W aferach giełd kryptowalutowych często powtarza się ten sam schemat. Najpierw jest entuzjazm i szybki wzrost. Potem reklamy, sponsoring, zaufanie i masowy klient. Następnie pojawiają się opóźnienia wypłat, tłumaczenia techniczne, spory o portfele, brak jasnych informacji i lawina zawiadomień. Na końcu wszyscy odkrywają, że najważniejsze pytania należało zadać wcześniej.
Kto trzyma klucze? Kto kontroluje rezerwy? Kto nadzoruje giełdę? Co się stanie, jeśli firma upadnie? I czy klient naprawdę wie, komu powierzył pieniądze?
W sprawie Zondacrypto odpowiedzi dopiero będą ustalane. Ale jedno już jest jasne: rynek kryptowalut w Polsce wszedł w moment, w którym sama obietnica innowacji nie wystarcza. Teraz liczą się dowody, procedury, audyty i odpowiedzialność. Bez nich każda giełda, nawet największa i najbardziej rozpoznawalna, może z dnia na dzień przestać wyglądać jak symbol nowoczesnych finansów, a zacząć wyglądać jak kolejna lekcja zaufania udzielonego zbyt łatwo.
Źródła
- Komisja Nadzoru Finansowego — Lista ostrzeżeń publicznych KNF
- https://www.knf.gov.pl/dla_konsumenta/ostrzezenia_publiczne
- Prokuratura Regionalna w Katowicach — „Śledztwo w sprawie Zondacrypto”
- https://www.gov.pl/web/pr-katowice/sledztwo-w-sprawie-zondacrypto
- Urząd Komisji Nadzoru Finansowego — komunikat o MiCA, ryzykach rynku krypto i okresie przejściowym
- https://www.knf.gov.pl/komunikacja/komunikaty?articleId=83761&p_id=18
- Komisja Nadzoru Finansowego — „Zakres Rozporządzenia MiCA”
- https://www.knf.gov.pl/dla_rynku/kryptoaktywa_czy_wiaza_sie_z_wyzszym_ryzykiem/zakres_rozporzadzenia_mica
- UKNF — „Stanowisko UKNF w związku z brakiem wyznaczenia w Polsce organu właściwego w zakresie nadzoru nad rynkiem kryptoaktywów”
- https://www.knf.gov.pl/knf/pl/komponenty/img/Stanowisko_UKNF_-_nadzor_nad_krypto_96996.pdf
- ESMA — „Markets in Crypto-Assets Regulation (MiCA)”
- https://www.esma.europa.eu/esmas-activities/digital-finance-and-innovation/markets-crypto-assets-regulation-mica
- ESMA — statement dotyczący ryzyk przy łączeniu usług regulowanych i nieregulowanych przez CASP
- https://www.esma.europa.eu/sites/default/files/2025-07/ESMA35-1872330276-2329_-_MiCA_Statement_Access_to_Unregulated_Activities.pdf
- Zondacrypto — „Oficjalne oświadczenie zondacrypto”
- https://zondacrypto.com/pl/aktualnosci/oficjalne-oswiadczenie-zondacrypto
- Dziennik Gazeta Prawna — „KNF ma rację w sprawie kryptowalut i giełdy BitBay, a prokurator i tak umarza”
- https://www.gazetaprawna.pl/biznes/artykuly/10672167%2Cknf-bitbay-bitcoin-prokuratura-umorzenie-zezwolenie-uslugi-platnicze.html
- Forsal.pl — „KNF wygrał z giełdą kryptowalut, ale prokurator i tak umarza sprawę”
- https://forsal.pl/finanse/aktualnosci/artykuly/7762051%2Cknf-wygral-z-gielda-kryptowalut-ale-prokurator-i-tak-umarza-sprawe.html
- Onet za „Pulsem Biznesu” — „Bitbay ma plan B”
- https://wiadomosci.onet.pl/swiat/puls-biznesu-bitbay-ma-plan-b/xpev1dv
- RMF FM — „Afera Zondacrypto. Specjalny zespół zbada sprawę”
- https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-afera-zondacrypto-specjalny-zespol-zbada-sprawe%2CnId%2C8078936
- Interia Biznes — „Afera Zondacrypto. Co mogą zrobić poszkodowani? Organy nadzoru rozkładają ręce”
- https://biznes.interia.pl/finanse/news-afera-zondacrypto-co-moga-zrobic-poszkodowani-organy-nadzoru%2CnId%2C23330660
- Money.pl — publikacja o problemach z wypłatami i analizie portfeli Zondacrypto
- https://www.money.pl/gospodarka/wielki-problem-zondacrypto-klienci-sie-skarza-mamy-niepokojaca-analize-7272365494077632a.html
- Cointelegraph — „Zonda CEO Discloses Bitcoin Wallet Amid Withdrawal Concerns”
- https://cointelegraph.com/news/zonda-crypto-4500-btc-wallet-inaccessible-withdrawal-crisis
